Droga do jazdy.
Turbomilczka blog drogowy.




2009-01-29 20:22:47 >> 10 z 15

10 z 15 jazd za mną. Ogarniam się w przestrzeni najezdnej, ale do mistrza kierownicy jeszcze daleka, że tak powiem, droga. Nikt nie ostrzegał, że skoordynowanie tego wszystkiego* jest tak problematyczne! Co będzie, jak kiedyś dojdzie jeszcze obieranie na bieżąco trasy i orientowanie się, gdzie jestem? I jak to możliwe, że niektórzy w międzyczasie ustawiają klimatyzację i zmieniają stacje w radiu?

Już nie dziwią mnie wypadki. To nie alkohol zabija ludzi na drogach - jestem pewna, że winna jest klimatyzacja. Dlatego też w Zastavie będę bezpieczna :) Ona nie rozprasza kierowcy żadnymi dodatkowymi bajerami. W zasadzie nie rozprasza prawie niczym. Nawet prawym lusterkiem.

Wciąż przyjmuję propozycje od dzielnych chętnych, którzy, w trosce o losy świata, chcą mnie podszkolić. Bo losy świata są bardzo ważne.





----
* 1. <<płynnej jazdy, patrzenia na znaki, kontrolowania osiąganej prędkości, dostrzegania pieszych, dziur i wystających lusterek, przewidywania nietypowych reakcji kierowców>>
  2. <<www.wszystko.net>>

skomentuj (3)




2009-01-18 21:15:37 >> Jacek

Czasem Arek jest zajęty, czasem Arek jest chory, czasem Arkowi rodzi się dziecko. Wtedy na pomoc wzywa swego instruktorskiego współziomka, Jacka.



Jacek jest przekolesiem. Spod rudego wąsa opowiada dowcipy, bacząc, żebym nauczyła się czegoś czasem. Nie denerwuje się na mnie nawet, kiedy urywam mu przycisk do regulacji zagłówka i wrzucam go niechcący pod fotel. Wkurzają go tylko kierowcy, którzy wpychają się przed naukę jazdy - i każe mi w nich wjeżdżać.

Wiosną Jacek zabierze mnie na przejażdżkę motorem :)

skomentuj (12)




2009-01-11 17:01:32 >> sms

Niedawno na mój telefon przyszedł tajemniczy sms. Brzmiał:

To ja. Twój szesnasty. Niedziela 8:00 rano. Przyjde po Ciebie. Podaj adres. 2,5 litra, 5 cylindrów, letnie opony.

Co zrobić, podałam adres.

W niedzielę o 8:00 rano wszystko rzeczywiście stało się zgodnie z zapowiedzią. Szesnasty przyszedł po mnie i zaprowadził mnie na parking nieopodal mojej kamienicy. Rozglądałam się niepewnie, gdzie to obiecywane cudo na letnich oponach. I zobaczyłam.
Stał. Czerwony, gotowy do działania. Dużo większy, niż myślałam. Ogromny! Nie wiedziałam, co zrobić.

- To co, jedziemy? – spytał Marceli.



Najpierw usiedliśmy z tyłu na kanapach, omyślić przy stoliku trasę. Później w nią ruszyliśmy. Po Woli. Powoli.

I trzeba przyznać, że Volkswagen MultiVan T4, zwany Transporterem, jest niesamowitym doznaniem. Można poczuć się w nim jak prawdziwy kierowca ciężarówki: ogromnej, dieslowej, o wielkich gabarytach i niemal bez przyspieszenia :) Ma on za to mnóstwo miejsca wewnątrz, stolik, trzyosobowe łóżko - no i można z niego w końcu patrzeć z góry na wszystkich kierowców z prawem jazdy. Yeah.



skomentuj (10)




2008-12-12 01:55:43 >> piętnasty



Artur i jego Peugeot doczekali się swojej kolejki. W całkiem niedzielny wieczór całkiem dzielnie przemierzałam ulice miasta białym, ogromnym kombi, dzięki wyrzowym uwagom nie rozjeżdżając przechodniów. Co tu dużo mówić, wbrew przesadzonemu komentarzowi Bartka - udało się! Nie było spektakularnych stłuczek, awarii, nawet mijana na Sobieskiego policja nie zwróciła na nas uwagi.
Choć i tak twierdzę, że odkąd poszłam na kurs, jeżdżę coraz gorzej.

skomentuj (10)




2008-12-05 19:30:07 >> Jazda!



Po wielu przeszkodach życiowych udało mi się rozpocząć jazdy. Po raz pierwszy w życiu jeżdżę samochodem po mieście całkiem legalnie, na dodatek nie na moją odpowiedzialność - a mimo to odruchowo się stresuję ;) To chyba mój jedyny zły nawyk, który sobie wyrobiłam. Poza tym nie jest źle. Oprócz przynajmniej tysiąca błędów, które wylicza mi na każdych jazdach Arek, czuję się prawdziwie z siebie dumna :)

Skoro jednak już mowa o Arku, pozwólcie że Wam go przedstawię: najbardziej oblegany i najbardziej wychwalany instruktor Imoli, do którego dobić się jest nie lada wyzwaniem (które, naturalnie, pokonałam - egzamin na prawko będzie przy tym już pestką)! Arek jest też nad wyraz zamiłowanym do wykrywania najdrobniejszych błędów uosobieniem łagodności. Jeśli nie potraficie jeszcze połączyć tych cech w jedną osobę, ułatwię wam - oto zdjęcie, przy robieniu którego poprosiłam "Arku, zrób przerażoną minę":



Miało też miejsce przyznawanie się do roku spędzonego za nielegalnymi kierownicami... Arek przyjął tę wiadomość z uśmiechniętym spokojem, podobnie jak instruktor Jacek, z którym miałam jedne zajęcia. Żaden z nich nie wyrzucił mnie z samochodu, za to z lekkim zdziwieniem zapytali: "O, aż trzynastoma jeździłaś? No proszę."
Skrajnie inaczej zareagowała moja mama. Zbladła, spoważniała i po dłuższym milczeniu rzekła urażona: "Myślałam, że jesteś spokojną i odpowiedzialną dziewczyną".

Oczywiście że jestem. Przynajmniej na tyle, żeby na razie nie mówić jej o Zastavie...

skomentuj (3)




2008-11-18 01:02:45 >> tak cicho, tak



Dla spragnionych wieści: nie dzieje się nic.

Z braku czasu od trzech tygodni przekładam pierwsze jazdy. W związku z tym nie miewam żadnych stłuczek, przygód, ani powalających doświadczeń. Niedługo nadrobię na oblodzonych drogach, tymczasem zapraszam do zapraszania mnie za kierownicę swego samochodu - ostatnia szansa na pojeżdżenie z Milczkiem nieskalanym prawdziwą nauką.

skomentuj (2)




2008-10-28 23:34:48 >> komu dzwon, temu biją

Stłuczka.
Moja pierwsza w życiu stłuczka!


Kajtek, rywalizując z Bojem o miano najlepszego instruktora, oraz z Sylwią o miano największego ryzykanta w dawaniu samochodu, z biegu zgodził się pojeździć ze mną po mieście.

Z początku szło nieźle. Poza trudną sztuką opanowania delikatnego sprzęgła i jeszcze delikatniejszych emocji, udawało mi się prowadzić Yarisa bez większych przeszkód, pokonując ulice, skrzyżowania i przepuszczając pieszych. Kajtek z siłą spokoju tłumaczył kolejne błędy, a ja cieszyłam się, że z ery Zastavy został mi odruch patrzenia w lusterka, a z długich godzin na rowerze - patrzenia na znaki.

Po dłuższym czasie pokonywania ursynowskich ulic i rond, pojawiło się kolejne skrzyżowanie. Niepozorne. Idealne do skręcania w prawo. Kto wiedział, że akurat podczas tego skrętu samochód mi zgaśnie? Na pewno nie pan za mną. On był wręcz przekonany, że skoro zaczęłam jechać, to pojadę dalej - i bardzo szybko za mną ruszył.

Podobno wina była po jego stronie. Jako spokojny, chudy człowiek w okularach mógł przecież przewidzieć, że niedoszły kierowca przed nim może się zachować w sposób zaskakujący. Z uwagi na niewielkie straty rozstaliśmy się w pokoju, nie dociekając kto z nas ma prawo jazdy, a kto nie.



Tak więc - mimo, że dzwon, bicia nie będzie. Straty są skrajnie niewielkie, odpadł tylko kawałek lakieru, a wszystkie okoliczne wgniecenia są z poprzedniej stłuczki.

Co jednak najciekawsze: podczas kiedy ja, roztrzęsiona, usiłowałam pozbierać nerwy i kolana, Kajtek dostał ataku śmiechu. Długo nie mógł się uspokoić, a nawet kiedy już ochłonął, wciąż wyglądał na tak szczęśliwego, jak nigdy. Przedziwne.




I chyba jeszcze pomyślę, czy koniecznie chcę zabrać mamę na przejażdżkę...


skomentuj (9)




2008-10-25 17:40:10 >> teoria spisku przeminęła z wiatrem

Teoria skończona, egzamin wewnętrzny napisany. Było niesłychanie pouczająco, dowiedziałam się, że ten znak nie ma sensu (poza oczywistym sensem dezorientowania głupich turystów na rowerach):



Zanim rozpocznę jazdy, chyba przyznam się Hance (czyli mamie), że już styczność z samochodem miałam. Nawet z jedenastoma. Może nawet dowie się o ukrywanej rok Zastavie..

Przyznanie się planuje naoczne. Słowa nie przejdą mi przez gradło. Trzeba będzie po prostu zabrać ją na przejażdżkę.

skomentuj (6)




2008-10-22 23:53:11 >> Mechaniczna Pomarańcza ('81)



Przyszedł czas na opowiedzenie historii Zastavy - najbardziej wyszydzanego samochodu, jaki znam.

Zastavę dostałam od taty, po zmarłym dziadku, dlatego na początku nazywana była Podziadą. Dla niektórych już samo to imię było powodem antypatii. Inni, jak Marysia, nie lubią Zastavy za jej ciągłe usterki (patrz: wcześniejszy komentarz Blu), inni, jak Wąski - za to, że od niemal roku zawala mu osiedlowe podwórko, a jak już z niego wyjeżdża, to trzeba ją holować z powrotem; jeszcze inni - za sam kolor i wygląd. Jest to niewątpliwie samochód cieszący się wszechobecną pogardą.

Jedyną osobą, żywiącą do Zastavy sympatię, jest Kajtek. Lubi do niej przychodzić, wsiadać i cieszy się nawet z tego, że się w niej nie mieści.

Ale w gruncie rzeczy Mechaniczna Pomarańcza jest spoko. Ma lewe lusterko (prawych w '81 roku nie produkowali), ma pasy z materiału, zapinane na haczyk, ma 4 biegi, prędkościomierz i przez jakiś czas nawet działał akumulator. Co więcej, rok temu Zastava dojechała z Gdańska do Warszawy o własnych siłach. Na dodatek z Arturem za kierownicą - który, kiedy poszłam do KFC, wyrwał na mój samochód jakąś pannę!



Jedyną osobą, która nie wie o Zastavie, jest moja mama. Nie może wiedzieć, bo by się zmartwiła, tak samo jak tym, że jeździłam już tu i ówdzie. Historii o niesłychanie stresujących sytuacjach, kiedy na przemian znajdowała kluczyki i papiery samochodu, a ja musiałam się wytłumaczyć, nie wzbudzając podejrzeń, nie będę teraz przytaczać. Nie na noc.


skomentuj (12)




2008-10-18 02:01:49 >> teoretycznie jest spoko

Helloł. Właśnie siedzę w Radiu PIN, ale nadal nie mam prawa jazdy. A mimo to dużo tu jazd.

Reszta bez zmian - wciąż chodzę na teorię przepisową, na której czasem nie śpię za filarem. Niestety, robi się tam coraz tragiczniej, bo zostały tylko loczkowane panienki o piskliwych głosach. Zniknął już nawet spokojny dresik, mający w głowie katalog wypadków drogowych, i którego jedynym do tej pory pytaniem była wątpliwość, czy na jazdach będzie można sobie bardziej depnąć.

Ku czci znikniętego dresika - zdjęcie z jego paskami. Po lewej anielice w loczkach. 




skomentuj (2)




2008-10-13 22:46:07 >> (wy)bojowo




Po Scenicu, Fieście, Clio, Nexii, Swifcie, dwóch Golfach, Zastavie, CRV i Fronterze - przyszedł czas na Focusa!

Jest to samochód niezaprzeczalnie bojowy, bo należy do Boja, zwanego też Tommibojem. Boj namówił mnie, żebym pojeździła z nim troszkę, a ja się zgodziłam, bo czekał w kolejce jeszcze dłużej niż Artur. 




Jakoś tak się złożyło, że wylądowaliśmy na małym parkingu dowództa wojska lądowego, jednak, ku memu rozczarowaniu, nikt nas za łamanie drogowego prawa lądowego nie ścigał. Potem Boj stwierdził, że na parkingach jest nudno, nawet, kiedy uczę się parkować tyłem - i zabrał mnie na niesłychanie wyboistą drogę, gdzie przez pozostały czas ćwiczyłam jak nie porysować samochodu, jeżdżąc po wertepach, krzakach i przepuszczając kłusujące sarny.

Niemniej jednak muszę przyznać, że Tommiboj to najlepszy i najskuteczniejszy samozwańczy instruktor, jakiego miałam okazję poznać. Oł, Boj :)


PS. Wiecie, że Francuzi mając na myśli "focus", mówią: "fuck us"?

skomentuj (9)




2008-10-10 11:25:07 >> Artur Wu.



To jest Artur.

Artur prosi mnie od wielu dni, żebym pojeździła jego samochodem. Bardzo chciałby być jedenasty, ale ja zupełnie nie mam na to czasu. Muszę przecież pracować, mam też wiele spotkań i zajęć. On jednak cały czas za mną chodzi i jęczy: "Terliiiczku, chodźmy pojeździć, ja cię nauczę! Będziemy jeździć po ulicach, mój samochód jest i tak już zdezelowany, choooodź, Milczku". Bardzo to męczące, dlatego wciąz mu odmawiam. Z tego wszystkiego zasmucony Artur siada bez celu przed komputerem i nawet zgadza się czasem popracować - jeden z tych momentów uchwyciłam na zdjeciu.

Trochę mi go jednak żal, może kiedyś mu pozwolę.

skomentuj (10)




2008-10-08 00:58:15 >> Kurs.

Zaczęłam.
Tak, możliwe. Zapisałam się na kurs prawa jazdy.
Bo muszę jechać do Francji, odwiedzić Maryśkę.

Jako naturalnie urodzony kierowca, naturalnie zdam za pierwszym razem. Tymczasem relacje z wydarzeń na kursie i drodze będzie można sledzić właśnie tu, na moim pierwszym w życiu blogu.
 
Jednak wiele jeszcze księżyców upłynie (księżyce pływają?), zanim będę pełnolegalnie jeździć. Do tego czasu wciąż przyjmuję spontaniczne oferty prowadzenia cudzych aut. Nie przegap szansy. Bądź jedenasty.


okładka

Dziś doświadczyłam pierwszych zajęć teoretyczych. Miły pan wyjaśnił nam, że trzeba sygnalizować zmianę pasa, by inni kierowcy wiedzieli, co mamy zamiar uczynić. I że jest to bardzo ważne. Natomiast pani doktor zignorowała moje szczere wyznanie na karcie pacjenta w pytaniu o ilość i rodzaj pitych alkoholi, że "wódka do utraty przytomości". Chociaż, może i racja - skoro do utraty przytomości, to żadne ze mnie zagrożenie.


skomentuj (7)



turbomilczek